Menu
Wstąp do związku Kim jesteśmy? Wspieraj związek Napisz do nas

Opole: Statystyka antypracownicza

  • Dział: Opolskie

Kilku związkowców Inicjatywy Pracowniczej w Urzędzie Statystycznym w Opolu zwolniono z pracy. Oficjalnym powodem zwolnienia była likwidacja stanowisk pracy, prawdziwym – uderzenie w organizację związkową. Okazuje się, że w państwowej instytucji bezkarnie można łamać prawo pracy. Problemy zaczęły się z końcem listopada 2007 r., gdy prezes GUS, prof. Józef Oleński powołał na stanowisko dyrektora Głównego Urzędu Statystycznego w Opolu Ewę Szkic-Czech. Złamano przy okazji ustawę o służbie cywilnej, jako że jest ona osobą spoza korpusu służby cywilnej. Prof. Oleński, prezes GUS był promotorem jej pracy doktorskiej.

Od samego początku nowa dyrektor zaczęła wojnę ze związkowcami z Inicjatywy Pracowniczej, do której należał co czwarty pracownik urzędu. Na zebraniach pracowników określała związkowców jak grupę pośredników, których ona nie potrzebuje do prawidłowego funkcjonowania zakładu. Zleciła związkowcom promocję... nowego ubezpieczenia wśród pracowników, a potem ich zganiła, że zachowują się jak domokrążcy.

Szybko zaczęły się prześladowania i dyskryminowanie działaczy. Żeby jednak nie ponosić konsekwencji takich działań, Ewa Szkic-Czech zmuszała pracowników do podpisywania oświadczeń zaprzeczających takim działaniom. Kiedy związkowcy zaprotestowali przeciwko nazwaniu ich przewodniczącego... "rasistą", jeszcze w tym samym dniu dyrektor wezwała pracowników i wymusiła podpisanie oświadczeń zaprzeczających temu.

Szkic-Czech przeszła jednak samą siebie, kiedy wszystkim pracownikom kazała napisać oświadczenia, związane z wizytą inspektora PIP. Chciała się w ten sposób dowiedzieć, jakich informacji pracownicy udzielali inspektorowi podczas kontroli. Nie trzeba wspominać, że w ten sposób pogwałciła ustawę o PIP oraz o związkach zawodowych. Wojciech Idzik, przewodniczący zakładowej Inicjatywy Pracowniczej oraz jego zastępczyni – Dorota Rosa – odmówili podpisania takiego oświadczenia, które uznali za nielegalne. Otrzymali za to upomnienie na piśmie za niewykonanie polecenia służbowego.

Antyzwiązkowa kampania trwała dalej: dyrektor przeprowadziła kontrolę wewnętrzną komisji zakładowej, żądając m.in. ujawnienia terminów oraz miejsca spotkań członków związku. Dwie osoby po interwencji dyrektor trafiły do szpitala. Jedna z nich do dziś przebywa na L-4.

Kamerę na parterze budynku skierowano na pokój, w którym pracował przewodniczący związku, zamiast na wejście główne. Dyrektor tłumaczyła to koniecznością kontroli ruchu pracowników i petentów.

Walka ze związkowcami nie przeszkodziła jednak Ewie Szkic-Czech w budowaniu własnego układu w zakładzie – przykładowo zatrudnia męża swojej wicedyrektor, choć Ustawa o służbie cywilnej wyraźnie reguluje podległość służbową pomiędzy małżonkami. Rzecz jasna, że w oczach pracowników mąż wicedyrektor został „świętą krową”, któremu w przeciwieństwie do nich wszystko wolno.

Związkowcy wielokrotnie pisali do Kancelarii Premiera, który będąc instancją nadrzędną wobec GUS, powinien podjąć kroki w celu wyeliminowania nieprawidłowości w instytucji państwowej. Sprawę przedstawili Wojewodzie Opolskiemu, który również wystosował pismo w tej sprawie do Premiera. Sprawa jest w toku, ale końca nie widać.

PIP zakończył właśnie kontrolę w zakładzie. Podobnie, jak ubiegłoroczna kontrola, wykazała ona wiele nieprawidłowości. W urzędzie pracownik przebywający na L-4 lub urlopie nie ma prawa wejścia na teren urzędu, z wyjątkiem osobistej zgody dyrektora. Okazuje się, że pracownika traktuje się jak potencjalnego złodzieja danych statystycznych.

Ostatnim pomysłem dyrektor było zalanie betonem kafli na trzech piętrach, w celu położenia wykładziny. Pracowników doprowadziło to do szewskiej pasji – w sytuacji, kiedy nie ma pieniędzy na napoje chłodzące, środki czystości, rozlicza się każdą kartkę papieru A4, na niepotrzebne remonty środki się znalazły – opowiada Wojciech Idzik

Sposobem na pozbycie się niewygodnych związkowców okazała się likwidacja wydziału informatyki, w którym pracowali. W instytucji, w której ok. 160 osób pracuje przy sprzęcie komputerowym, nie ma potrzeby istnienia wydziału informatyki! Oficjalnie stało się to zgodnie z zarządzeniem prezesa GUS, który tłumaczy to reorganizacją o zasięgu krajowym. Lecz dziwnym zrządzeniem losu tak drastyczne ruchy wykonano jedynie w Opolu. Czech- Szkic zwolniła sześciu pracowników z samego wydziału informatyki, w tym również Idzika i Rosę z komisji Inicjatywy Pracowniczej, którzy są chronieni przed zwolnieniem. Rzecz jasna, nie przyszło jej do głowy, że trzeba to konsultować z organizacją związkową. Sprawa trafiła do Sądu Pracy, a związkowcy napisali do prezesa GUS prośbę o natychmiastowe odwołanie obecnego dyrektora. Po negatywnej odpowiedzi prezesa, Czech-Szkic nabrała pewności siebie. Sekretarz dyrekcji dwukrotnie zorganizowała podczas godzin pracy zebranie w obronie dyrektora. Na zebranie przyszli tylko kierownicy oraz kilku pracowników, gdyż większość z nich poparła związkowców.

– Okazuje się, że w instytucji państwowej można przez rok swobodnie łamać prawo i nikt się tym nie chce zainteresować. Pytanie więc, po co tworzyć ustawy, jeśli nie widać organu, który to prawo mógłby wyegzekwować? – mówi Idzik.

Jak dyrektor odpowiada na zarzuty? – To typowe ogólniki i slogany – powiedziała dziennikarzowi lokalnej prasy. A ten usłyszał od jednego z pracowników Urzędu: – Przy pani dyrektor nikt panu prawdy nie powie.

Zbigniew Nowakowski

Artykuł ukaże się w następnym numerze Trybuny Robotniczej z d. 29 stycznia 2009 roku