Menu
Wstąp do związku Kim jesteśmy? Wspieraj związek Napisz do nas

Warszawa: Dość wyzysku! Wymawiamy służbę

plakat_manifa2011Podczas tegorocznej Manify 6 marca w Warszawie będziemy mówić o drastycznych nierównościach ekonomicznych, o tym, że blisko 40% polskiego społeczeństwa pracuje za grosze i walczy o przeżycie, a 2 miliony Polaków i Polek żyje poniżej progu ubóstwa. Będziemy mówić o bezrobociu, nagminnym łamaniu prawa pracy i tym, że „elastyczne” formy zatrudnienia - a tak pracuje już 28% osób w Polsce – w sposób szczególny naruszają prawa kobiet. I nikomu się na dłuższą metę nie opłacą.

Można zapytać: co złego w nierówności? To przecież oczywiste, że jedni głodują, a inni jedzą łososia. I dlaczego problem ekonomicznych nierówności stał się głównym tematem Manify? Czy to feministyczny temat? Przecież bieda dotyka i kobiet i mężczyzn. A poza tym równość = komunizm, a to już przecież przerabialiśmy…. Czy rzeczywiście? Dla nas jest oczywiste, że system ekonomiczny w Polsce nie jest ani sprawiedliwy, ani nikomu się na dłuższą metę nie „opłaca”. Trzeba go zmieniać od podstaw. A tematy związane z ekonomią są tak samo feministyczne jak krytyka seksistowskich reklam, walka o dostęp do aborcji i równą reprezentację w polityce. Co więcej, te kwestie są ze sobą ściśle powiązane – zakaz aborcji w praktyce dotyka przede wszystkich kobiet najbiedniejszych, których nie stać na środki antykoncepcyjne czy wyjazd za granicę. To ich dotyka najbardziej brak przedszkoli, bo nie stać ich na przedszkole prywatne bądź opiekunkę. To one mają gorszy dostęp do ochrony zdrowia i to ich prawa pracownicze są najczęściej łamane.

Ekonomia ma płeć – kobiety zarabiają mniej na tych samych stanowiskach, są bardziej zagrożone bezrobociem, a jeśli stracą pracę, trudniej im znaleźć nową. Grupy najbardziej zagrożone ubóstwem to samotne matki i kobiety starsze. To wszystko wiadomo, dostępnych jest mnóstwo badań, pojawiają się kolejne raporty, a rok 2010 był Europejskim Rokiem Walki z Ubóstwem. I co? I nic. W mediach królują wciąż Smoleńsk, relikwie dla Kubicy lub sarenki na krze, które trzeba uratować.

Ekonomia ma związek z polityką. Parytety na listach wyborczych są ważne, ale trzeba zapytać: ile kobiet ma możliwość podjęcia działalności partyjnej? Ile z nich jest w stanie zaangażować się w życie publiczne, mając na głowie nie tylko pracę zawodową, ale i drugi etat, czyli pracę w domu,  a często i trzeci - czyli opiekę nad dziećmi, czy osobami starszymi i chorymi? Prawa obywatelskie – prawo do wybierania i bycia wybieraną, prawo do reprezentowania swoich interesów w przestrzeni publicznej – to tylko jeden z elementów całej układanki. Trzeba wreszcie zobaczyć całość.

Mówiąc o ekonomii, nie można tracić z oczu podstawowych wartości takich jak sprawiedliwość społeczna, równość i solidarność. Powszechna obecnie praktyka opisywania świata w kategoriach właściwych dla ekonomii to pułapka. Perspektywa rzekomego „gospodarczego rozwoju w nieskończoność” powoduje, że tracimy z oczu potrzeby ludzi i planety, na której żyjemy.

Nie wszystko może i nie wszystko ma się „opłacać”. Ochrona zdrowia powinna przede wszystkim dbać o nasze zdrowie, a nie przynosić zysk. Edukacja ma uczyć i wychowywać, a nie generować profity. Tymczasem w mediach i dyskursie publicznym króluje dyskurs zysku, wzmocniony mitami dotyczącymi kwestii ekonomicznych. Popularny na przykład jest pogląd, że najważniejszym wskaźnikiem dobrobytu w Polsce jest wciąż wzrost PKB. Ostatnio nawet Bank Światowy zauważył, że PKB niewiele mówi o sytuacji ekonomicznej danego kraju i należy uwzględniać też inne kwestie: długość życia i poziom wykształcenia. Jednak nasi ekonomiści i politycy wciąż liczą skrupulatnie produkt narodowy brutto i wychodzi im, że nam wzrosło, podczas gdy innym spadło, więc mamy w Polsce „zieloną wyspę”. Tyle, że nikt nie pyta jak PKB ma się do jakości życia, a wysokość średniej płacy nie mówi, ile osób może za swoją pracę kupić chleb.

Kolejny mit to stwierdzenie, że w Polsce biedni są tylko ludzie leniwi, którym nie chce się pracować. Więc sami są sobie winni. Dlatego kobiety powinny „inwestować w siebie” i „być aktywne”. Tymczasem rośnie grupa ludzi, którzy ciężko pracują i nie są w stanie się ze swojej pracy utrzymać, a popularność „umów śmieciowych” sprawia, że nie mają szansy upomnieć się o swoje prawa. Obecna sytuacja przekłada się na przyszłość nas wszystkich. Politycy i media trąbią o tym, że brakuje pieniędzy na emerytury, a z czasem będzie jeszcze gorzej. Tymczasem od umów śmieciowych opłacany jest znacznie niższy ZUS – Iwona Borchulska, przedstawicielka Ogólnopolskiego Związku Pielęgniarek i Położnych, przedstawiła wyliczenia, z których wynika, że jeśli wszystkie pielęgniarki przejdą na umowy o dzieło, rocznie do kasy ZUS wpłynie kwota mniejsza o 1 miliard 400 milionów złotych! Czy rzeczywiście „elastyczność” się opłaca? I komu?

Główne koszty takich rozwiązań ponoszą jak zwykle kobiety - zachęcane, by radziły sobie z biedą przez „uelastycznienie” swojego zatrudnienia. Kobietom coraz trudniej jest podjąć decyzję o urodzeniu dziecka. A dzieci powinny się rodzić, bo ktoś przecież musi zarabiać na przyszłe emerytury… Tymczasem elastyczne formy zatrudnienia w praktyce odbierają poczucie bezpieczeństwa, gwarancje pracy, płatne urlopy. Jednocześnie dramatycznie brakuje żłobków i przedszkoli. Antykoncepcja nie jest refundowana. W Europie są kraje, w których kobiety znacznie chętniej decydują się na macierzyństwo. Ale tam państwo realnie je wspiera, zamiast pod pozorami pomocy odbierać im podstawowe zabezpieczenia. Są to również te same kraje, w których kobiety mają prawo do legalnej aborcji na żądanie. Bo szacunek do kobiet, ich decyzji, edukacja seksualna i wspieranie matek idą ze sobą w parze. Dlatego też w Danii, Francji czy Szwecji kobiety trzynastokrotnie rzadziej przerywają ciążę niż w Polsce, a dzietność jest najwyższa w Europie (ok. 2; w Polsce 1,4). To trzeba w końcu zmienić!

Zapraszamy na Manifę, bo uważamy, że trzeba zawalczyć o świat, w którym, którym rządzi zasada: CELEM JEST CZŁOWIEK I JEJ/JEGO GODNOŚĆ. Chcemy szacunku: dla wszystkich kobiet, dla wszystkich ludzi, dla wszystkich żywych istot, i wreszcie dla samej Ziemi, która też nie jest wieczna, a jej zasoby nie są nieskończone! Chcemy równości! Chcemy móc decydować o sobie! Chcemy, żebyśmy wszyscy mogli patrzeć sobie w oczy, kiedy wspólnie będziemy podejmować decyzje, a nie musieli zadzierać głowy do góry, żeby dojrzeć tych, którzy podejmują decyzje za nas!

w imieniu Porozumienia Kobiet 8 Marca

Katarzyna Bratkowska

Elżbieta Korolczuk

Julia Kubisa

Agnieszka Weseli

Powrót na górę