Menu
Wstąp do związku Kim jesteśmy? Wspieraj związek Napisz do nas

Inicjatywa Pracownicza na Uniwersytecie Warszawskim a nowa ustawa o szkolnictwie wyższym

Protest studencki podczas Wolnych Dni Akademii na Uniwersytecie Warszawskim (czerwiec 2018) Protest studencki podczas Wolnych Dni Akademii na Uniwersytecie Warszawskim (czerwiec 2018)

14 czerwca odbyło się zebranie założycielskie Komisji Zakładowej Inicjatywy Pracowniczej na Uniwersytecie Warszawskim. Niespełna trzy tygodnie później, w nocy z trzeciego na czwartego lipca Sejm RP uchwalił nową ustawę o szkolnictwie wyższym, górnolotnie nazywaną przez jej twórców „konstytucją dla nauki” lub, strojąc się w nomenklaturę z nieco już przebrzmiałych technologicznych trendów, „ustawą 2.0”. Ponieważ znamy antydemokratyczne praktyki partii rządzącej, nie dziwi ani nocny tryb, ani to, że moment uchwalenia przypadł na początek akademickich wakacji, kiedy trudno było podtrzymać opór studentów i nauczycieli akademickich, którzy strajkami okupacyjnymi na uczelniach zablokowali uchwalenie ustawy w czerwcu. Skąd ten pośpiech przy wprowadzaniu wyraźnie niedopracowanej i niedbale poprawianej na ostatni moment ustawy? Co wzburzyło protestujących w całej Polsce? Jakie są i będą konsekwencje wprowadzenia nowej ustawy? Jak zorganizujemy działania OZZ IP na UW w związku z tym dziejącym się już procesem?

Minister Jarosław Gowin stara się ukazać siebie jako zbawcę polskiego szkolnictwa wyższego, chociaż trudno zrozumieć, co pozwala mu tak o sobie myśleć. Głównym i trafiającym na podatny grunt w neoliberalnych środowiskach argumentem potwierdzającym przełomowość nowego prawa jest próba dorównania zachodnim uczelniom w rankingach tworzonych głównie na podstawie punktowanych publikacji, projektów badawczych itp. Krótko mówiąc, ma być jak w Ameryce. Mają służyć temu reorganizacja uczelni, zmiany punktacji (określane rozporządzeniami, a nie ustawą) faworyzujące konserwatywne czasopisma i wydawnictwa naukowe, centralizacja zarządzania, bliższy związek z organizacjami pracodawców i biznesem, wreszcie oddzielenie ośrodków flagowych (około dziesięciu w całym kraju) od peryferyjnych, które zdegraduje się do uczelni zawodowych (zapraszam do uważnej lektury ustawy tutaj [LINK]).

Dziwić musi uznanie takich pomysłów za rewolucyjne. Są one raczej bezrefleksyjną i zradykalizowaną kontynuacją pomysłów wdrażanych dwie kadencje ministerialne temu przez ministrę Barbarę Kudrycką z Platformy Obywatelskiej, odrobinę przyhamowanych przez jej następczynię, ministrę Lenę Kolarską-Bobińską. Minister Gowin definiuje podobnie jak Kudrycka problem polskich uczelni („zdobywasz za mało punktów”) i w gruncie rzeczy jego odpowiedź jest również podobna („zreorganizujemy was tak, żebyście lepiej punktowali”). W obecnej ustawie przewijają się mniej lub bardziej zawoalowane ukłony w stronę organizacji pracodawców, podkreślana jest rola komercjalizacji wyników badań (bierze się ją pod uwagę w ramach ministerialnego finansowania poszczególnych uczelni), czy „praktyczna użyteczność wyników prac” dla rozwoju gospodarki (dział XII ustawy).

Biorąc za przykład „zachodnie uczelnie”, ustawodawcy zdają się ignorować masowe strajki, które organizowane są w największych – jak również tych mniej znanych – ośrodkach akademickich w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych, Niemczech, Danii, Brazylii, Meksyku i wielu innych krajach. Nawet krótka wizyta na brytyjskim czy amerykańskim uniwersytecie uzmysławia, jak bardzo sprekaryzowane są to środowiska pracy. Duża część naukowców pracuje na krótkoterminowych etatach grantowych, często sponsorowanych przez komercyjne firmy, wszyscy zaś pracują na nieliczne „gwiazdy”, czyli najczęściej cytowanych autorów, których jednak, podobnie jak wszystkich innych, obowiązują wyśrubowane normy publikowanych tekstów w ciągu roku. Dochodzą do tego zaawansowane procedury kontrolowania każdego etapu pracy, takie jak obowiązek odpowiedzi na służbowego mejla w ciągu dziesięciu minut czy podleganie wielostronnym procesom ewaluacji (anonimowe testy oceniające wypełniane przez przełożonych i studentów). Niewielkie, niekomercyjne lub niekonformistyczne jednostki są zamykane lub reorganizowane ze względu na małą rentowność. Krótko mówiąc, ministerstwo chce nas przenieść do takiego świata, z którego jego obecni mieszkańcy szukają drogi ucieczki. Należy przy tym zaznaczyć, że wiele z tych praktyk trafiło już do Polski, ale dopiero nowa ustawa pozwoli na ich pełne wdrożenie.

Wśród postulatów podnoszonych przez protestujących w czerwcu studentów i naukowców podkreślano również możliwe upolitycznienie polskich uczelni. Zaiste, obecna polityka ministerstwa jest przedziwną mieszaniną ideologii neoliberalnej i narodowo-katolickiej. Ta druga uwidacznia się choćby poprzez specjalny status Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego czy promowanie antyoświeceniowej nauki przyrodniczej poprzez wsparcie studiów medycznych na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego, ale główny jej impet dotyczy nieodłącznego elementu takiej polityki, czyli centralnego zarządzania. W ustawie często pojawia się sformułowanie dotyczące roli uczonych jako wykonawców „polityki naukowej państwa” określanej rzecz jasna przez ministerstwo. Władza wykonawcza i ustawodawcza w ramach nowego systemu rozdzielona będzie praktycznie między ministra i rektorów uczelni, którzy podejmą strategiczne, finansowe i polityczne decyzje za całość wspólnoty akademickiej, kosztem zanikającej autonomii dotychczasowych rad jednostek (wydziałów, instytutów), obecnie stanowiących względnie demokratycznie wybierane ciała.

By przepchnąć takie rozwiązanie, zastosowano klasyczną politykę „dziel i rządź”, jako że na nowej reformie nieznacznie zyskują (finansowo) doktoranci oraz poszczególne wydziały większych uczelni. Została więc rozbita solidarność zawodowa między uczonymi z wielkich i mniejszych ośrodków, między tymi uczelniami, które zyskają środki finansowe (na określonych zasadach dotyczących jedynie przydatnych kierunków), a tymi zdegradowanymi do statusu zawodowego. Ten ostatni podział przyniesie skutki również poza uczelnią, wpisuje się bowiem w polityczny projekt stopniowego degradowania mniejszych ośrodków akademickich w sensie społecznym, kulturowym i intelektualnym. Nastawieni na intelektualny rozwój studenci i studentki, wykładowczynie i wykładowcy to przecież również uczestnicy lokalnych debat publicznych, twórcy i odbiorcy życia kulturalnego, społeczni aktywiści, związkowcy i wolontariusze organizacji pozarządowych. Ustawa zakwestionowała również fundamentalne dla uniwersytetu relacje mistrz – uczeń, grupując doktorantów w centralnie zarządzanych szkołach, a tym samym odrywając ich od instytutów macierzystych. Koncepcja rozdzielania pracy badawczej i dydaktycznej jest sprzeczna z ideą uniwersytetu, trudno bowiem wyobrazić sobie dobrą dydaktykę oderwaną od doświadczenia badawczego. Z drugiej strony ograniczenie wymiany myśli związanej z pracą ze studentami z pewnością ograniczy możliwości tworzenia wiedzy. Innym projektem jest przegrupowanie i zorganizowanie w większe, centralnie zarządzane całości zespołów i jednostek, które na przestrzeni dziesięcioleci tworzyły się często w ramach oddolnych działań, pozwalających rozwinąć się unikalnym środowiskom wiedzy i wymiany myśli.

Warto zaznaczyć, że strajkujący podczas Wolnych Dni Akademii w czerwcu 2018 r., nowo powołana Komisja Zakładowa i inni przeciwnicy nowej ustawy nie idealizują obecnego porządku, co więcej – identyfikują zapowiadane zmiany jako kontynuację najgorszych dzisiejszych praktyk. Sami uznajemy za priorytet taką organizację uczelnianej wspólnoty wiedzy i pracy, która zagwarantuje poszanowanie praw pracownic, pracowników, studentek i studentów. Uważamy, że cele szkolnictwa wyższego osiągnie się nie poprzez zacieśnianie kontroli, ale przez zapewnienie komfortowych warunków pracy, środowisko dla intelektualnej kreatywności, które w efekcie będzie mogło służyć również światu społecznemu – rozumianemu nie tylko jako biznes i pracodawcy – poza akademią.

Sytuacja polskiej nauki wydaje się dramatyczna jak nigdy dotąd, a niektórzy starsi profesorowie, pamiętający próby państwowej kontroli uczelni przed rokiem 1989, dający do zrozumienia, że jedynym wyjściem jest przeczekanie, wewnętrzna emigracja i budowanie enklaw wiedzy, zdają się nie zauważać, że nowy system zorientowany jest na drobiazgową kontrolę zachowania na poziomie codziennym i jednostkowym.

Mimo wszystko dotychczasowy opór i walka dają nam wiarę w możliwość odwrócenia tej sytuacji. Po pierwsze strajki, które wybuchły w całej Polsce, nie tylko blokowały jej uchwalenie przez cały miesiąc, ale doprowadziły też do zmiany kilku ewidentnie groźnych punktów, takich jak większościowy udział w radach uczelnianych przedstawicieli organizacji pracodawców. Pokazuje to, że ustawodawcy zrobić mogą jedynie tyle, ile im się pozwoli, a nas mobilizuje to do dalszego oporu.

Po drugie rosnący sprzeciw na uczelni wytworzył synergię pozwalającą na planowane od dawna zawiązanie komisji Inicjatywy Pracowniczej. Komisja postanowiła stosować całe spektrum metod – od udziału w oficjalnych organach uniwersyteckich, przez działalność wykładowczą i szkoleniową, po doraźne działania interwencyjne w celu walki z proponowanym w ustawie neoliberalnym, opartym na punktowaniu i wyzysku, modelem pracy nad tworzeniem wiedzy. Upominamy się o przestrzeganie praw pracowniczych i wdrażanie realnych rozwiązań na rzecz równości płci na uczelniach. Rozpoczęliśmy budowanie ponadzakładowej, ponadbranżowej i ponadnarodowej solidarności, wspierając m.in. strajk na berlińskiej politechnice. Jakie konsekwencje będzie miała nowa ustawa, zależy również od nas, a my nie zamierzamy cofnąć się ani o krok.

dr Piotr Cichocki / KZ OZZ IP na Uniwersytecie Warszawskim

Powrót na górę